Chłop (a raczej baba) żywemu nie przepuści

Ostatnią (a tak naprawdę to chyba jednak pierwszą) z naprawdę dużych atrakcji Teneryfy jest górujący nad całą wyspą wulkan Teide. Ma wysokość 3718 m n.p.m. i jest o 1219 m wyższy niż nasze Rysy.

Naoglądałam się przed wyjazdem filmików na YT jak to ludzie wchodzą na ten szczyt, jakie to widoki z niego itp. Pomyślałam więc, że i my – jak już tam będziemy – to musimy koniecznie tam wleźć. Nie musimy przecież przebiec całej trasy w górę i z górki – wystarczy spacerkiem, z odpoczynkami po drodze. W trakcie wejścia na Teide przemierza się 163 m, po pokonaniu pieszo odległości około 650 m, wznosząc się z poziomu 3 555 m na początku szlaku do 3 717,98 m w najwyżej położonym punkcie. Ładnie brzmi! Mamy łącznie w trójkę 198 lat, ale damy radę!

Do tego już chyba w lipcu załatwiłam pozwolenie na wejście na szczyt (bo tam tylko ograniczona ilość osób dziennie może wejść) i zakupiłam on-line bilety na kolejkę linową.

Ja tam miłośniczką gór nie jestem, raczej wolę wodę (choć i też nie taką wielką), to i doświadczenia żadnego nie miałam. Z tego co wiem – żadne z nas raczej nie miało… W młodości gdzieś tam się na Kasprowy wjechało, do Morskiego Oka doszło, ale to było już pół wieku temu i nieprawda…

Poczytałam, że ciśnienie tam wysoko jakieś inne (niższe) i można mieć chorobę wysokościową bez treningu (trzeba łyknąć aspirynę), że ludzie z nadciśnieniem mogą mieć bóle głowy… Tak, że leki zaaplikowałam drużynie i dalej w górę! Nie zapominajmy także o moim kolanku, co to je mam do wymiany… więc plasterek przeciwbólowy chiński na kolano, doustnie środek przeciwbólowy (dawka końska – zapas w plecaku) i do przodu!

tam byłam

Daję słowo – warto było! Choćby po to, żeby przekonać się, że nie ma rzeczy niemożliwych (dla takiej wariatki, jak ja)! Bo na tych filmikach to szli ludzie stosunkowo młodzi i sprawni, a ja zwątpiłam już po przejściu pierwszych 100 metrów! Podłoże (nazywane ścieżką) zaczęło być czegoś nierówne, schody z kamieni ze schodami miały niewiele wspólnego oprócz tego, że prowadziły w górę, a na dodatek były bardzo niestabilne, no i to świeże górskie powietrze – tam nie było czym oddychać!!!

Nie mogłam złapać tchu po kilku krokach, nogi nie chciały mnie nieść… Gdybym była sama, to natychmiast ogłosiła bym odwrót. Ale nie byłam sama, a moja dzielna załoga w postaci Przyjaciółki i Męża chciała wrócić, żeby nie narażać mnie na cierpienia…

Zachowałam się honorowo – pomyślałam, że najwyżej wyzionę ducha w pięknych okolicznościach przyrody (ubezpieczona na wypadek zejścia byłam) i powiedziałam, że jak już tyle przeszliśmy, to idźmy dalej. Ha!

Moja Przyjaciółka jak ta kozica górska pięła się na szczyt, a mój szanowny małżonek a to popychał mnie, a to ciągnął do góry. Moje pośladki przetestowały prawie każdy nadający się do tego kamień. Dzielnie starałam się jeszcze przy tym kręcić kamerką ten filmik, który tu z wielkim rozrzewnieniem zamieszczam, a który jest dowodem mej odwagi i brawury (odgłos mojego oddechu będzie wam się śnił po nocach!). Oraz poświęcenia ślubnego małżonka mego…

No cóż – powiem tylko, że zmieściliśmy się w czasie określonym na pobyt na szczycie. Zejście z niego było tylko o tyle łatwiejsze, że już tak nie zatykało w płucach, bo powietrze robiło się coraz przyjaźniejsze dla człowieka.

No i powiem po cichu, że miałam olbrzymią satysfakcję. Zrobiłam to!

I takie małe post scriptum: “Pędziłam” tak na ten szczyt wulkanu (przypominam, że to jest czynny wulkan), żeby zobaczyć na własne oczy krater – wiecie: dół ziejący ogniem siarą po prostu głęboki na kilkaset metrów co najmniej, a tu kicha! Krater (zobaczcie na filmie i zdjęciu) to po prostu ta dolina na szczycie, miejscami jakby żółtawa (to siarka) i już. W czasie naszej wizyty uganiali się tam geolodzy w służbowych ubrankach – coś tam mierzyli. Normalnie tym to zawiedziona byłam bardzo, chociaż siarę czuć było!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s