Coraz bliżej święta

Byłam bardzo zajęta, bo musiałam ogarnąć karteczki świąteczne. Nie wiem, jak to się dzieje, ale z roku na rok przybywa mi adresatów, a więc muszę zrobić coraz więcej kartek. Robię te kartki od 6 lat i coraz więcej czasu mi zajmują. A najlepsze jest to, że uwielbiam je robić, ale nie w takich ilościach na raz. Co roku sobie obiecuję, że kartki na święta zacznę robić po trochu tuż po świętach (wielkanocne po grudniowych i grudniowe po wielkanocnych), ale kto by się takimi obiecankami przejmował… ;)))

Nie mówiąc już o tym, że chociaż od lat  wszystkie kartki mam obfocone i zgromadzone na folderach w laptopie, to jakoś mi nie wychodzi uzupełnianie wpisów na blogu kartkowym i ostatni tam wpis jest ze stycznia 2015… Też sobie postanawiam solennie, że to uzupełnię… i nic z tego nie wychodzi… Może więc będzie to jakieś postanowienie noworoczne???

 [dopisek z 15 grudnia: już uzupełniłam!!!]

 Ogarnęłam też trochę chatę i udekorowałam świątecznie. Chociaż nie jestem kościołowa, to uwielbiam te wszystkie okołobożonarodzeniowe tradycje i dekoracje. Kocham  zagramaniczne piosenki świąteczne i pod nie szybciej mi idzie robota! Ostatnio odkryłam coś takiego na YT i wrzucam sobie na tv – mam jednocześnie i kominek, i super podkład muzyczny.

 

I lubię jak najwcześniej ubrać choinkę i udekorować mieszkanie (zwijam to wszystko dopiero pod koniec stycznia). W przyszłym tygodniu zamierzam okupować kuchnię i zrobić uszka oraz pierogi w ilościach hurtowych (bo część zamrażam na zaś). Potem przyjdzie pora na pierniczki i ciasteczka. Ciasta piekę tuż przed świętami. Resztą potraw zajmuje się mój mąż i nie mam zamiaru wtedy wchodzić mu do kuchni. W tym roku na wigilii będziemy z moją córką, zięciem i wnuczką.

 I może ktoś tego nie zrozumieć, ale bywały w moim życiu takie lata, kiedy spędzałam święta (całe) sama, po prostu w domu, na spacerach. Była i wigilia z wszystkimi trzema synami (którą najmilej wspominam) przy pierogach z kapustą i grzybami, kluskach z makiem i soku pomarańczowym z wódeczką. I taka wigilia, na której byłam gościem, a do jedzenia był tylko kurczak z rożna… I nigdy nie dążyłam do tego, żeby te dni spędzać z rodziną, dosiadać się koniecznie do czyjegoś stołu. Nie jest to dla mnie konieczne i nie rozumiem fenomenu dodatkowego talerza. Chociaż jestem gościnna nie tylko w te dni, sama na siłę nigdzie bym się nie wrzucała. I – im starsza jestem – tym częściej marzą mi się znowu takie samotne święta (może już mnie to wszystko męczy?), ale nie mówię o tym głośno…

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s