Jeszcze nie odwołali świąt?

Ha! Ale wydaje mi się, że w końcu w przyszłym roku odwołają. Mój Pan Mąż w końcu chyba dojrzał do tego, żeby ten piękny, świąteczny czas spędzać gdzieś na wyjeździe. Chyba też już go zmęczyło to szykowanie, kupowanie itd. Tak, że w przyszłym roku będę łapać okazję na jakiś wyjazd świąteczno-noworoczny – może na jakiejś egzotycznej plaży?

A tymczasem u nas przygotowania zupełnie lajtowe. Już dawno temu zrobiłam uszka i pierogi – czekają w zamrażarce. Mam gotową zamrożoną grzybową i barszcz. Upiekłam pierniczki (które dzielnie lukrowała ze mną moja druga wnuczka Jula), ciasteczka owsiane i kruche. Mąż zrobił bigos, śledzie, a w sobotę pewnie kupi i sprawi karpie. Mnie zostały tylko kluski do maku – nakroję jutro, a w sobotę upiekę sernik i keks. Jeszcze tylko sałatka jarzynowa i tyle będzie roboty.

 

Jeżeli chodzi o porządki, to się nie wysilaliśmy zwłaszcza, że ostatni tydzień byliśmy przeziębieni, a zdrowie ważniejsze od czystej chałupy…

Znowu namiętnie czytamy. Wypożyczyliśmy z biblioteki wszystko Mankella i zagłębiamy się w śledztwa z komisarzem Wallanderem. Uwielbiam tego bohatera! Wszystko się świetnie czyta, chociaż trochę za szybko… zostały mi jeszcze tylko 3 tomy…

Wybrałam się też do kolejnego w moim życiu ortopedy. Zgodnie z zasadą, że – jak pójdziesz do dobrego lekarza i dalej boli, to idź do jeszcze lepszego. Zapłaciłam za wizytę 200 zł, ale za to bez wysilania się mam zaplanowany początek przyszłego roku. I pewnie jego dalszą część także. Doktor obejrzał moje aktualne zdjęcia kolanka, kazał mi się wypisać z kolejki oczekujących na wymianę stawu kolanowego i przyjść do niego, do szpitala zaraz po świętach, gdyż wyznaczy mi termin zabiegu, który brzmi tajemniczo: UKR. Uważa on – ten doktor – że jest w stanie tą metodą jeszcze naprawić mi kolano przynajmniej na dobrych parę lat. W końcu i tak czeka mnie kiedyś wymiana, ale na razie… po co mam cierpieć… Nawet nie zaordynował mi żadnych zastrzyków, żeby nie paprać tam w środku przed zabiegiem, a z czego właśnie wnoszę, że zamierza się za to zabrać niebawem… Oczywiście – nie byłabym sobą, gdybym od razu nie sprawdziła, na czym polega to UKR. I jestem bardzo za!

A doktor sympatyczny bardzo i nawet nie czepiał się mojego brzuszka… Może dlatego, że sam miał swojego trochę za wiele?

Ten rok zaczął się zabiegiem na kolanko w jednym szpitalu, a następny zacznie się znowu zabiegiem na to samo kolanko w innym szpitalu. I potem znowu rekonwalescencja… To zaczyna być nudne… ;)))  A przecież za 5 tygodni mamy powitać moją kolejną wnuczkę Marysię! Babcia będzie lulać dziecko tylko na siedząco? Tak chyba wypadnie.

A – i narkotyzuję się ostatnio namiętnie czymś takim:

Nie wiedziałam, że lubię tego rodzaju muzę. A nawet bardzo lubię.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s