Nie mam czasu

Na pisanie. Tak to jakoś szybko mija – najpierw święta, potem nowy rok i już kolejny tydzień za nami.

Tuż po świętach pofatygowałam się do szpitala, gdzie byłam umówiona na dogadanie terminu operacji kolana. Bałam się, że to będzie zaraz po nowym roku, ale nie – termin wyznaczono mi na 7 lutego. Mam więc jeszcze miesiąc na pozałatwianie różnych spraw.

Żebym nie myślała, że będzie lekko – przez całe święta krwawiłam, więc udałam się do mojego gina. Myślałam, że to znowu przerost endometrium… Wybadał mnie dokumentnie, zabrał nawet do swojego szpitala na dokładne usg i stwierdził, że wszystko jest w doskonałym stanie. Pojęcia nie ma, skąd to krwawienie… Za to ustaliliśmy, że po mojej operacji na kolano, jak już będę mogła się jakoś poruszać – czyli koło kwietnia – zrobi mi ten zabieg na nietrzymanie moczu. No, niby też badania ubiegłoroczne wykazały, że tam jest wszystko super, ale problem pozostał i czasem (gdy kicham czy kaszlę) dokucza.

Dodatkowo w trakcie jedzenia noworocznej sałatki jarzynowej, ułamał mi się kawał zęba. Co prawda to 7 i to od tyłu, ale dość nieprzyjemnie, bo raniło w język, a i zapasy jedzenia się zbierały ;))) Pierwszy wolny termin u mojego pana doktora był w piątek, ale było miło i bezboleśnie (oczywiście nie dla kieszeni).

Aby atrakcji nie było dosyć, mój małżonek podłapał gdzieś paskudnego wirusa i ostro choruje. Dla mnie jest to o tyle uciążliwe, że nie dosyć, że muszę gotować, to jeszcze muszę robić zakupy. A chodzenie nie jest teraz moja najmocniejszą stroną.  No i ten facet w domu marudzący… to straszne…

Najśmieszniejsze jest to, że od dłuższego czasu planowałam mu na tę niedzielę niespodziankę. Mąż mój bowiem jutro kończy 80 lat. Zaproszeni byli na dzisiejsze popołudnie goście (w ramach tej niespodzianki) na tort i szampana. Tort zamówiony – trzeba było odebrać i wsadzić do zamrażarki, a goście zostali odwołani i mają przyjść za tydzień. Mam nadzieję, że do tego czasu mąż wydobrzeje.

Dzisiaj znajomi podali tylko dla niego piękny bukiet:

 

 

Zresztą moja córka też przeziębiona i żre nałogowo czosnek, bo nic innego nie może zrobić. Za 18 dni ma termin porodu i mam nadzieję, że urodzi zanim ja pójdę na operację. Może zdążę jeszcze ponosić chociaż trochę Marysię. Córka się już bardzo niecierpliwi, ale mówi, że jeszcze wstrzymuje ją trwający od listopada remont w domu… Jak tylko skończą, to jedzie na porodówkę i już!

Zgodnie z daną sobie obietnicą, uzupełniłam i prowadzę na bieżąco bloga kartkowego. Wybrałam też (jak co roku) 100 najpiękniejszych zdjęć z roku, dałam je do zrobienia i chronologicznie powkładałam do albumu. Zabrałam się też za pisanie ciągu dalszego swoich wspomnień, chociaż muszę przyznać, że idzie mi to jak po grudzie. Chciałabym jednak to kontynuować, żeby coś po mnie zostało kiedyś… Poza tym to świetne działanie terapeutyczne – no i poniekąd podsumowanie przeszłości. Dobrze mi idzie to pisanie wtedy, gdy nie muszę się od tego odrywać. Niestety – tak się nie da, a potem zabrać się znowu trudno…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s