Podcięto mi skrzydła…

Nie pamiętam już tak trudnego okresu w moim życiu, jaki w tej chwili przechodzę.

Cały styczeń jest dla mnie bardzo ciężki i wszystko idzie jak po grudzie.

Mąż ma jeszcze pozostałości bólowe po swojej chorobie i chyba nie pomaga fakt, że udało mu się jakoś skończyć tę 80-tkę (szczęśliwie goście dopisali!).

 

 

Na dodatek odezwała mu się jego przepuklina pachwinowa, którą hodował przez lata, bo mu nie przeszkadzała… Od 2 tygodni zaczęła mu wybitnie przeszkadzać, bo boli i wyłazi taki balon… Od razu poszedł do lekarza i (oprócz środków przeciwbólowych i skierowania na usg) dostał skierowanie do szpitala na zabieg. Zeszłej soboty nawet spędziliśmy miły wieczór na SOR-ze, bo ból był większy, zaparcia i spuchło – mąż wciągał kroplówkę do żyły, ja liczyłam krople.

Niestety – do szpitala go nie przyjęto, bo (po usg) nie stwierdzono jeszcze zagrożenia życia. I polecono zapisać się na planowaną operację. Ma termin na 20 lutego… Z tym, że – gdyby bolało i jeszcze mocniej wywaliło – zgłosić się na SOR ponownie…

Przypominam, że ja mam termin na kolano na 7-go. Moja córka ma termin porodu jutro.

Super kumulacja!!!

Mąż nie może dźwigać – zresztą – chodzi obolały i łyka prochy, nie ma żadnej ochoty na jedzenie. Jest naprawdę uciążliwy.

Ja mam teraz za swoje – z tym moim bolącym kolankiem kuśtykam po zakupy, krzątam się po kuchni i coś tam nawet gotuję (ale bez przesady, bo kto to ma jeść?). I robię dobrą minę do tej gry… A dzisiaj nawet się sprężyliśmy i rozebraliśmy w końcu choinkę.

Wczoraj poszłam po rozum do głowy i zamówiłam trochę ciężkich rzeczy (mleko, wodę, soki)  z Tesco z dostawą do domu. Przeliczyłam mężowi, że nie przepłacimy i dał się przekonać. Wózek na zakupy jest w naszym przypadku bezużyteczny, bo trzeba go z zakupami wciągać do autobusu i potem po schodach.

Generalnie stary rok się skończył i nowy zaczął dla mnie w paskudnym stanie psychicznym.

Na pewno duży wpływ na ten mój stan miał także przykry dla mnie fakt, że musiałam mocno zrewidować swoje plany na przyszłość. Niby powinnam to przełknąć gładko, bo to już będzie przecież mój plan E, ale tym razem zostałam ostro zaskoczona – stąd mój żal i rozczarowanie. Jak to mówią: chcesz liczyć, to licz na siebie!

 

Wszystko mnie teraz wkurza, jestem przewrażliwiona z powodu natłoku informacji. Wyautowałam się (chyba tymczasowo, ale nie jestem pewna) z FB, czuję wstręt na samą myśl o wejściu na instagram…

Podejrzewam, że także tutaj przestanę bywać, bo drażni mnie aktualnie w zasadzie wszystko, co sprawia, że mam kontakt (jakikolwiek, nawet jednostronny, a może tym bardziej?) z innymi.

Mam dużo książek do przeczytania, mnóstwo filmów do obejrzenia – jakoś wytrwam. Byle do wiosny!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s